Prywatna szkoła podstawowa Warszawa

Oglądasz wiadomości wyszukane dla zapytania: Prywatna szkoła podstawowa Warszawa





Temat: Prywatne szkoly podstawowe w Warszawie-Ochota/Mokotow/Wola
Witam wszystkich,

Czy ktos moglby mi poradzic jak znalezc dobra podstawowa szkole prywatna w Warszawie? Wkrotce przeprowadzam sie do Warszawy z zagranicy, musze mieszkac w miare blisko centrum i potrzebuje jak najszybciej znalezc szkole dla mojego osmioletniego syna. Przeszukuje strony internetowe i udalo mi sie znalezc kilka szkol np. szkole Meridian ale niestety miejsc brak.
Jestem w sytuacji kryzysowej i potrzebuje porady. Zostaly mi niecale trzy tygodnie na znalezienie szkoly. Idealnie szukam szkoly dwujezykowej albo z duzym naciskiem na nauke jezyka angielskiego.

Bardzo prosze o pomoc i rade.

Dziekuje.[color=green][/color]





Temat: Szkoła, przedszkole i inne instytucje publiczne
Naprzeciwko wejścia do Parku Szczęśliwickiego, w głębi (tzn. za bramą wjazdową do posesji Włodarzewska 51 A-J) jest prywatna szkoła podstawowa. Oto jej dane:

Prywatna Szkoła Podstawowa Nr 51 im. Jana Brzechwy
ul. Włodarzewska 45c, 02-384 Warszawa
tel. (022) 668-71-97, fax (022) 824-24-75
http://probeanus.fm.interia.pl/






Temat: szukam dobrej, kameralnej szkoły podstawowej
Proszę o pomoc w znalezieniu dobrej szkoły podstawowej, może być prywatna. Mam dwoje dzieci, uczą się dobrze, ale martwi mnie atmosfera w obecnej szkole. Chciałabym znaleźć niewielką szkołę z ambitnymi nauczycielami, skupioną na kształceniu dzieci, najchętniej z praskiej strony Warszawy.



Temat: Prywatna Szkoła Podstawowa nr. 62 Warszawa ul. Skrajna
Poważnie rozważam zapisanie dziecka do tej szkoły. Czy ktos słyszał jakieś opinie na jej temat?



Temat: Biografie członków UPR
Imię: Grzegorz
Nazwisko: Galiński - Sell
Data Urodzenia: 27.10.1979
Stan cywilny: kawaler
Poglądy polityczne: konserwatywno-liberalne

Grzegorz Galiński - Sell urodzony 27 października we Włocławku. Syn Tomasza Galińskiego, emerytowanego inżyniera i Margaret Sell, jedynej córki irlandzich imigrantów z czasu "wielkiego głodu". Wychowany w duchu: Honoru, wiary i ojczyzny jako najwyższych wartośći. Ukończywszy Szkołę podstawową nr. 18 we Włocławku postanowił kontynuować naukę w Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja Kopernika we Włocławku. Ukończywszy je zdecydował udać się do Warszawy, aby znaleźć dobrze płatną pracę która pozwoliłaby mu kontynułowanie nauki. Musiał pogodzić pracę kelnera Hotelu Jan III Sobieski ze studiami na kierunku prawa. Na trzecim roku gdy udało mu się dostać na praktykę do jednej z prywatnych warszawskich kancelarii adwokackich, rzucił pracę w hotelu. Ukończywszy studia w 2003 roku, postanowił zrobić aplikację. Ukończywszy ją w 2006 roku, otworzył małą, prywatną kancelarie we Włocławku. Zrozumiawszy jednak iż 120 tysięczne miasto nie potrzebuję kolejnego adwokata, przeniósł się do Warszawy, gdzie zatrudnił się w kancelarii w której pracował podczas studiów. Zdecydowawszy uzbierać pieniądze na prywatną kancelarie w Warszawie. Ostatnio zainteresował się polityką.



Temat: WARSZAWA, BEMOWO, LAZUROWA BEZPOŚREDNIO sprzedam
WARSZAWA, BEMOWO, LAZUROWA BEZPOŚREDNIO W CENE WLICZONY GARAZ, 88,7 m2

Cena: 684 208 PLN

Podstawowe informacje
Sprzedaż, mieszkanie, 4 pokoje, 2 piętro, blok, cegła, 2 piętrowy, 2008 r.

Lokalizacja
województwo: Mazowieckie
powiat: WARSZAWA
miasto: WARSZAWA
dzielnica: BEMOWO
ulica: LAZUROWA BEZPOŚREDNIO W CENE WLICZONY GARAZ
spokojna okolica, niska zabudowa, park, las, policja, przychodnia, apteka, poczta, metro, tramwaj, autobus, PKP, kolej podmiejska, szkoła, przedszkole, żłobek, plac zabaw, centrum handlowe, bazarek osiedlowy, basen, fitness
Informacje dodatkowe
ochrona, osiedle zamknięte, domofon, winda, garaż, balkon, loggia, okna antywłamaniowe, stan surowy, biały montaż
Opis
sprzedam mieszkanie 4 pokojowe w warszawie dzielnica bemowo ul lazurowa ,Lazurowa na osiedlu budowanym przez J.W.Construction. Mieszkanie oddawane w stanie deweloperskim, do indywidualnego wykończenia: na podłogach szlichta cementowa, na ścianach tynk gipsowy, stolarka zewnętrzna PCV, parapety wewnętrzne z konglomeratu marmurowego, rozprowadzona instalacja grzewcza (w cenie grzejniki płytowe w pokojach i drabinkowe w łazienkach), sanitarna i elektryczna, drzwi zewnętrzne antywłamaniowe. Osiedle znajduje się w pobliżu dużych arterii komunikacyjnych, ul. Górczewskiej i Powstańców Śląskich, niedaleko planowanej stacji metra. Kompleks realizowany w czterech etapach, z mieszkaniami o podwyższonym standardzie, na który składać się będą dwupiętrowe i trzypiętrowe budynki, w każdym windy i podziemne garaże. Osiedle ogrodzone i chronione.Sprzeda właściciel.na podstawie praw cesji podpisanej u dewelopera.cena z garazem .system platnosci 194420zł płatne przy podpisaniu praw cesji u dewelopera , 489788zł płatne przy odbiorze kluczy u dewelopera sierpien,wrzesien 2008 osoba prywatna kontakt 793033853 W cene wliczono garaż,loggia,weranda,odstepne.



Temat: Szkoła Podstawowa dla Skoroszan (zanim zabraknie miejsc)
Szanowni Państwo, w uzupełnieniu moich poprzednich postów poniżej przedstawiam artykuł w Rzeczpospolitej nt. Zespołu Szkół Zawodowych w Ursusie

Rzeczpospolita napisał(a):
Egzaminy w szkole przy ul. Dzieci Warszawy pod lupą NIK
Mazanie po protkołach

Ktoś fałszował szkolne dokumenty. NIK podejrzewa, że mogła to robić Izabela K., była przewodnicząca komisji egzaminacyjnej. Grozi jej za to od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa właśnie dotarło do prokuratury.
Sprawa dotyczy Zespołu Szkół nr 42 przy ul. Dzieci Warszawy. NIK badała w placówce przebieg egzaminów eksternistycznych. Inspektorzy odkryli liczne przypadki łamania prawa oświatowego w czasie tych egzaminów w latach 2002 - 2004. W tym czasie w Zespole Szkół nr 42 przy ul. Dzieci Warszawy szkołę średnią w kilka miesięcy zaliczyło 330 osób.

Z ustaleń "Rz" wynika, że niebawem będzie wszczęte postępowanie w tej sprawie. W ciągu miesiąca prokuratura przesłucha świadków i zabezpieczy szkolne dokumenty. - Dopiero potem będziemy wiedzieć, czy będą stawiane zarzuty - mówi jeden z ochockich prokuratorów.

Niszczenie oświadczeń

Kontrola wykazała m.in., że 2 listopada 1997 r. zespół szkół zawarł umowę najmu pomieszczeń lekcyjnych z Centrum Edukacji Ustawicznej - prywatną firmą, która organizowała płatne kursy przygotowujące do egzaminów eksternistycznych. Pracowali w niej nauczyciele, którzy zasiadali jednocześnie w komisji egzaminacyjnej, a to było niezgodne z obowiązującymi przepisami.

NIK ustaliła, że część słuchaczy zdawała egzaminy przed nauczycielami, do których chodziła na kurs.

Na protokołach komisji kontrolerzy odkryli napisane ręcznie oświadczenia członków komisji, iż nie prowadzili takich zajęć z osobami egzaminowanymi. Zdaniem kontrolerów przewodnicząca komisji i wicedyrektorka szkoły Izabela K. próbowała zniszczyć te oświadczenia. Były one zamazane, pokreślone. Kontrolerzy podejrzewają, że mogła ona fałszować dokumenty. Z Izabelą K., byłą przewodniczącą komisji, nie udało nam się skontaktować.

- Już u nas nie pracuje - usłyszeliśmy w sekretariacie.

Szkoła na celowniku

To nie jedyne nieprawidłowości odkryte w szkole przy ul. Dzieci Warszawy. W czasie jednego z przetargów na remont placówki w komisji zasiadał przedstawiciel firmy, która go wygrała - stwierdzili urzędnicy Biura Kontroli Wewnętrznej i Audytu Urzędu Miasta podczas kontroli finansowej szkoły. Poza tym wyszło na jaw, że w pomieszczeniach szkoły od kilku lat mieszkali bez meldunku nauczyciele i nie wiadomo, na jakich zasadach podpisywane były umowy wynajmu pomieszczeń. Inspektorzy nie znaleźli m.in. dokumentacji gospodarowania funduszem socjalnym szkoły z 2002 r. - została ona zniszczona, choć powinna być przechowywana przez 5 lat. Do dzisiaj jednak, pomimo stwierdzenia w szkole wielu nieprawidłowości, dyrektorem jest Iwonna Żurawska. Nie chce rozmawiać z "Rz".

Nieprawidłowościami w szkole zainteresował się Lech Kaczyński.
- Nie wykluczamy zmian personalnych - mówi Maxymilian Bylicki, dyrektor Biura Edukacji magistratu.
Marek Kozubal, BLIK

Jednocześnie mam informacje o sytuacji w szkołach podstawowych , panująca ciasnota powoduje, że poziom nauczania dramatycznie się obniża!

Niestety tych problemów nie chcą dostrzec Radni inspirowani przez Członków Zarządu Naszej Dzielnicy Panią Burmistrz Łukaszewicz i Burmistrza Krzemienia. Bronią ZSZ z zadziwiającym wprost zaangażowaniem. Problemów szkół podstawowych nie widzą, mogę powiedzieć nawet, że nie chcą widzieć. A decyzję o wygaszeniu ZSZ musimy podjąć w tym miesiącu!

Szanowni Państwo chciałbym w tym miejscu zaapelować o pomoc Państwa! Wszystkich którzy przejmują się losem naszych dzieci i chcących się zaangażować np. poprzez zbieranie podpisów czy obecność na posiedzeniu Rady Dzielnicy poświęconym tej sprawie proszę o pilny kontakt na PW.



Temat: ...to jest raczej ADHD, czy zmiana szkoły ma sens..?
Bardzo dziękuję o odpowiedź, to tak na wstępie )
A teraz dalej wyjaśniam...
Mieszkam w Odstrołęce, w woj. mazowieckim. To jest ta Ostrołęka, oddalona o ok. 100 km od Warszawy (-na Kurpiach ).
Szkoła , do której ewentualnie chciałabym przepisać swoje dziecko, jest szkoła prywatną i choć nie jestem jeszcze po rozmowie z dyrekcja, to myślę, że nauczyciele bardziej tam "dbają o ucznia". Rozmawiałam na ten temat z p. psycholog , która prowadzi terapię z moim dzieckiem i stwierdziła, że przychodzą do niej dzieci z trudnościami podobnymi do trudności występujących u mojego syna i dzieci te funkcjonują w tamtej szkole znacznie lepiej. Przypuszczam więc, że nauczyciele są tam bardziej świadomi problemu i współpracują z chętnymi do tej współpracy rodzicami. Jakoś trudno jest mi uwierzyć , aby nauczyciele obecnie uczący moje dziecko dali się zreformować tzn. "podszkolić" troszkę w kwestii ADHD. Nie stosują się nawet do zaleceń Poradni , uważam nawet, że podstawowych , gdzie na przykład jest napisane, że mają- w ogólnym skrócie- dopilnować, aby dziecko miało zapisaną pracę domową, a nie jest to realizowane, bo tylko czasem i nie wiem, czy nie z własnej inicjatywy syna. No i oczywiście , ze nie wspomnę o innych zaleceniach... Generalnie jest tak, że i owszem widzą moje starania, czasem coś tam powiedzą dobrego na temat mojego dziecka , że przykładowo "zachował sie w miarę kulturalnie bo jak narozlewał , to posprzątał", gdzie inni tego zrobić zwyczajnie nie chcieli , ale nie jest to żadna stymulacja i oddziaływania wychowawcze . W ogóle nauczyciele są zmęczeni już tą klasą, czuję to zawsze jak przychodzę do szkoły i rozmawiam z nimi. Potrafią i owszem pracować z dziećmi i przekazać wiedzę, ale tymi uzdolnionymi i nie sprawiającymi kłopotów wychowawczych. Inne dzieci je męczą i myślę, ze te dzieci nawet dobrze to czują... Nie wydaje mi się wiec, aby udało mi sie "zreformować" przynajmniej tę część rady pedagogicznej, która prowadzi moje dziecko. Mam czasem wrażenie,że czas spędzony w tej szkole to czas stracony i , że już dawno powinnam go przenieść do innej szkoły. Piszę tak dlatego, że ja robię wszystko co jest możliwe w moich warunkach ,przeszłam półroczną terapia rodziców, moje dziecko od roku -raz w tygodniu przechodzi godzinną terapię , stosuję sie do zaleceń w zakresie właściwego postępowania z moim dzieckiem jako rodzic, poszukuję dalej pomocy, czytam , chce dużo wiedzieć, chce pomóc mojemu dziecku na tyle na ile jest to tylko możliwe, ale to jest o połowę za mało, jeśli szkoła się nie przyłączy do tego oddziaływania. Im się wydaje, że w"współpracują" , bo wychowawca broni moje dziecko na posiedzeniach rady jak trzeba wystawić ocenę z zachowania, no i dzięki temu miał poprawną na semestr ..., bo podobno dlatego, że rodzicowi zależy.. Ale moje pytanie brzmi, czy na tym polega terapia dziecka, którą powinien być objęty w szkole ?!
Mam wrażenie takie, że ciągle w całym tym procesie oddziaływania na moje dziecko napotykam na jakiś mur, którym jest szkoła , czasem uda mi się rozwalić ze dwie cegiełki, ale to z wielkim wysiłkiem , a małym skutkiem..



Temat: Budynak "starej szkoły" czyli koszmarna "Fala
STARA SZKOŁA – KROK W KIERUNKU PRAWDY

W odpowiedzi na artykuł „Książęta i robole” (Nr 5/00 infolASa) 10 kwietnia 2000r. dostaliśmy pismo z WSH "FALA ", 04-921 Warszawa, ul. Walcownicza 14 podpisane przez Prezesa Zarządu mgr Marka Magdziaka o następującej treści.

W nawiązaniu do w/w artykułu jako Prezes Zarządu WSH "FALA " jak i mieszkaniec Osiedla Las w latach 1973-1980 uprzejmie informuję, że WSH "SCh" z siedzibą w W-wie Falenicy przejęła w użytkowanie teren przy ul. Sęczkowej 58 w oparciu o postanowienie z dnia 16.XII.1967 roku Nr AB-3/2365/65 z przeznaczeniem na budowę pawilonu handlowego w Osiedlu Las. /pismo w załączeniu. Zgodnie z postulatami ówczesnych Władz Samorządowych w 1968 roku protokołem Zdawczo-odbiorczym od Wydziału Oświaty Prezydium Społeczne Rady Narodowej Kuratorium Okręgu Warszawskiego Spółdzielnia przejęła budynek całkowicie zdewastowany po byłej szkole podstawowej bez okien, drzwi, instalacji itp. To właśnie ze względu na usilne wnioski mieszkańców tego terenu, a jednocześnie członków naszej spółdzielni zobowiązano Zarząd do przeprowadzenia kapitalnego remontu i adaptacji budynku na sklep Spożywczy oraz Ośrodek Nowoczesnej Gospodyni. Z powodu konieczności przygotowania dużych nakładów na modernizację Spółdzielnia przystąpiła do realizacji powyższego przedsięwzięcia w latach 1970-1972r. W okresie tym nakładami w wysokości 916 tysięcy sto osiemdziesiąt zł oddano w 1972r sklep spożywczy oraz Ośrodek Nowoczesnej Gospodyni. W 1977r z powodu braku zainteresowania przez mieszkańców Ośrodkiem Nowoczesnej Gospodyni uruchomiliśmy sklep z częściami do samochodów i ciągników. Jednocześnie w budynku została wykonana instalacja c.o., wody jak również docieplono ściany szczytowe i zostały wykonane nowe elewacje. Łączne nakłady w 1977r zamknęły się kwotą 5 milionów złotych. Natomiast na piętrze zorganizowaliśmy 2 mieszkania dla pracowników. W ramach porządkowania nieruchomości otrzymaliśmy dnia 1989.01.10 decyzję WG - III - 8224/10089/89 o przekazanie w użytkowanie grunt położony w Warszawie przy ul. Sęczkowej 58 o pow. 1200 m2. W 1991 roku dokonaliśmy gruntownej modernizacji sklepu spożywczego, pomieszczeń mieszkalnych, kotłowni oraz dachu kosztem 250 milionów zł. Wartość obiektu w naszym bilansie na dzień 31.12.1999r wynosi 177 tysięcy 169 złotych. W dniu 04.05.1999r w nawiązaniu do wspólnych ustaleń: Zarządu WSH "F ALA ", przedstawiacie li Urzędu Gminy oraz Osiedla Las - którego reprezentował Pan Lucjan Jarczyński. Zarząd WSH "FALA " postawił do dyspozycji Urzędu teren o pow. 1294 m2, którym władał od 1967r z przeznaczeniem na zorganizowanie ogródka jordanowskiego / pismo w załączeniu! .Uważam, że poruszanie w artykule osoby Jana Gąsiorowskiego w kontekście w/w faktów jest zwykłym politykierstwem niczego nie wnoszącym do sprawy .Mam nadzieję, że powyższe wyjaśnienie zostanie umieszczone w infoLas. Jednocześnie informuję, że WSH "FALA " jest Spółdzielnią, a nie osobą prywatną.
Odpowiedź redakcji infoLASa
Nie podważam w żadnym przypadku faktu, że FALA jest prawnym zarządzą byłego społecznego mienia. Być może ówczesne władze samorządowe słusznie postąpiły znajdując gospodarza zaniedbanego mienia. Zastanawiają mnie jednak takie fakty jak:
• W postanowieniu z 16-12-1967 roku jest mowa o przekazaniu „SCh” tylko 1200 m2 terenu. W jaki więc sposób obecna FALA zarządza terenem dużo większym;
• W/w postanowienie nakazuje usytuować budynek sklepowy od strony Kadetów. Jak wiemy wszyscy tak się nie stało;
• Zgodnie z w/w postanowieniem na miejscu miał powstać pawilon handlowy typu miejskiego. Pawilonu nie wybudowano, a zaadaptowano na potrzeby sklepu ”starą szkołę”;
• Licząc tylko wartość ziemi ponad 3000 m2 zajmowanych przez FALĘ jest warte ponad pół miliona złotych. Przyjęta w bilansie FALI suma 177 tysięcy za ziemię i budynki jest zadziwiająco niska;
• Nie redakcja infoLASa wszczęła osiedlową dyskusję nad losem budowanej społecznie w 1948 roku szkoły. Niezależnie od tego jak spółdzielnia FALA przedstawiać będzie sposób w jaki weszła w posiadanie majątku społecznego, ludzie którzy przekazali swoją ziemię i społecznie budowali tę szkołę, z pewnością nie chcieli aby ta inicjatywa społeczna skończyła się w taki sposób.
WL



Temat: [pr] Nowe linie podmiejskie i nowe pomysły
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,3486 ... liach.html


Komunikacja nie czeka na ustawę o metropoliach

2008-09-29, ostatnia aktualizacja 2008-09-30 08:19

Od 1 października nocna linia połączy Warszawę z Piasecznem, wkrótce dwie nowe "siedemsetki" wyruszą do Radzymina. Nie czekając na ustawę o metropoliach, kolejne miejscowości ściągają do siebie autobusy jeżdżące w barwach warszawskiego Zarządu Transportu Miejskiego. - Dla nas to prestiż i niższe wydatki mieszkańców na dojazdy - podkreślają samorządowcy spod stolicy

Jutro spełni się życzenie wielu mieszkańców Piaseczna: 35-tysięczne miasto zyska wreszcie nocne połączenie z Warszawą. W połowie października dwie podmiejskie "siedemsetki" dotrą ze stolicy do kilku miejscowości w gminie Radzymin, która w ten sposób jako 25. włączy się do aglomeracyjnego systemu komunikacji ze wspólną taryfą biletową. Następne może być Błonie, którego władze pertraktują właśnie z ZTM.

Burmistrz Piaseczna Józef Zalewski przyznaje, że komunikacyjna integracja ze stolicą wyprzedza szykowaną przez rząd ustawę o metropoliach. Jej współtwórca prof. Michał Kulesza zakładał wiosną, że nowe prawo powinno uporządkować podstawowe problemy dużych aglomeracji, a wśród nich właśnie transport. Prace nad ustawą jednak utknęły, a kolejne samorządy z okolic Warszawy nie chcą już dłużej czekać. W zeszłym roku komunikacja podmiejska ZTM objęła większość miejscowości w Nadarzynie (zmusiło to do wycofania się PKS-y), a niedawno - w Wiązownie.

- Nasi mieszkańcy też od dawna prosili o "siedemsetki". Chodzi o niższe koszty dojazdu do Warszawy. Tam uczy się albo pracuje wielu z nich - mówi wiceburmistrz Radzymina Andrzej Siarna. Dziś kupują osobne bilety - na linię prywatną lub PKS do stolicy i kolejne - na jazdę w obrębie Warszawy. Dzięki autobusom ZTM oszczędzą, bo bilet będzie jeden. Wkrótce do Nadmy pod Radzyminem ruszy z Targówka linia 740, a z Żerania FSO przez Nieporęt do Nowych Załubic - linia 734. Na tym nie koniec, bo wiosną "siedemsetka" ma połączyć Warszawę z samym Radzyminem. Władze miasta chcą wytyczyć zimą miejsce na pętlę przy nowym osiedlu J.W. Construction z półtora tysiącem lokatorów. - Dla nas to prestiżowa sprawa. Kiedy miasto ma u siebie "siedemsetkę", zyskuje na atrakcyjności - uważa burmistrz Siarna.

Ma nadzieję, że zapowiadana ustawa o metropoliach ureguluje kwestie, które dziś są ustalane w dwustronnych negocjacjach między Warszawą a jej sąsiadami. Chodzi przede wszystkim o wysokość opłat za kursowanie autobusów. Teoretycznie ZTM mógłby zrezygnować ze wszystkich linii podmiejskich, bo jego jest obowiązkiem zapewnienie komunikacji tylko w obrębie stolicy. Jednak Warszawa też korzysta na utrzymywaniu "siedemsetek". Dzięki nim tysiące osób nie wjeżdżają do miasta samochodami, w dodatku ZTM na podmiejskich autobusach zwyczajnie zarabia. Po pierwsze, bilety w drugiej strefie są droższe od miejskich, po drugie - gminy je dotują. Np. Piaseczno za cztery kursy nocnej linii N83 (odjazdy co godzinę z Dworca Centralnego od 23.45) zapłaci 8,3 tys. zł miesięcznie.

W październiku ZTM dołoży dodatkowe kursy linii 727 ze stacji metra Wilanowska przez Piaseczno do Antoninowa w dni powszednie, a także linii 728 z Okęcia do Złotokłosu (po godz. 20). Żeby poprawić dojazd do szkół w Otwocku, zagęści rozkład linii 702 na terenie tego miasta. - Zastanawiamy się nad wprowadzeniem naszych biletów w autobusach prywatnych przewoźników - mówi rzecznik ZTM Igor Krajnow i podaje przykład Chotomowa. Dziś ta miejscowość ma linię, która łączy ją z centrum Warszawy okrężną drogą przez Legionowo. Według planu ZTM docierałaby szybciej, przez Jabłonnę, ale tylko do węzła przesiadkowego na obrzeżach centrum (np. Żerania FSO albo stacji metra Marymont). Przewoźnik byłby dotowany przez ZTM i władze Jabłonny, dostałby też żółte warszawskie kasowniki. Gdyby się to udało, mielibyśmy kolejny krok do komunikacji aglomeracyjnej.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna


Pozdrawiam,
Maciek



Temat: Komunikacja w Gminie Piaseczno
Od 1 października nocna linia połączy Warszawę z Piasecznem, wkrótce dwie nowe "siedemsetki" wyruszą do Radzymina. Nie czekając na ustawę o metropoliach, kolejne miejscowości ściągają do siebie autobusy jeżdżące w barwach warszawskiego Zarządu Transportu Miejskiego. - Dla nas to prestiż i niższe wydatki mieszkańców na dojazdy - podkreślają samorządowcy spod stolicy.

Jutro spełni się życzenie wielu mieszkańców Piaseczna: 35-tysięczne miasto zyska wreszcie nocne połączenie z Warszawą. W połowie października dwie podmiejskie "siedemsetki" dotrą ze stolicy do kilku miejscowości w gminie Radzymin, która w ten sposób jako 25. włączy się do aglomeracyjnego systemu komunikacji ze wspólną taryfą biletową. Następne może być Błonie, którego władze pertraktują właśnie z ZTM.

Burmistrz Piaseczna Józef Zalewski przyznaje, że komunikacyjna integracja ze stolicą wyprzedza szykowaną przez rząd ustawę o metropoliach. Jej współtwórca prof. Michał Kulesza zakładał wiosną, że nowe prawo powinno uporządkować podstawowe problemy dużych aglomeracji, a wśród nich właśnie transport. Prace nad ustawą jednak utknęły, a kolejne samorządy z okolic Warszawy nie chcą już dłużej czekać. W zeszłym roku komunikacja podmiejska ZTM objęła większość miejscowości w Nadarzynie (zmusiło to do wycofania się PKS-y), a niedawno - w Wiązownie.

- Nasi mieszkańcy też od dawna prosili o "siedemsetki". Chodzi o niższe koszty dojazdu do Warszawy. Tam uczy się albo pracuje wielu z nich - mówi wiceburmistrz Radzymina Andrzej Siarna. Dziś kupują osobne bilety - na linię prywatną lub PKS do stolicy i kolejne - na jazdę w obrębie Warszawy. Dzięki autobusom ZTM oszczędzą, bo bilet będzie jeden. Wkrótce do Nadmy pod Radzyminem ruszy z Targówka linia 740, a z Żerania FSO przez Nieporęt do Nowych Załubic - linia 734. Na tym nie koniec, bo wiosną "siedemsetka" ma połączyć Warszawę z samym Radzyminem. Władze miasta chcą wytyczyć zimą miejsce na pętlę przy nowym osiedlu J.W. Construction z półtora tysiącem lokatorów. - Dla nas to prestiżowa sprawa. Kiedy miasto ma u siebie "siedemsetkę", zyskuje na atrakcyjności - uważa burmistrz Siarna.

Ma nadzieję, że zapowiadana ustawa o metropoliach ureguluje kwestie, które dziś są ustalane w dwustronnych negocjacjach między Warszawą a jej sąsiadami. Chodzi przede wszystkim o wysokość opłat za kursowanie autobusów. Teoretycznie ZTM mógłby zrezygnować ze wszystkich linii podmiejskich, bo jego jest obowiązkiem zapewnienie komunikacji tylko w obrębie stolicy. Jednak Warszawa też korzysta na utrzymywaniu "siedemsetek". Dzięki nim tysiące osób nie wjeżdżają do miasta samochodami, w dodatku ZTM na podmiejskich autobusach zwyczajnie zarabia. Po pierwsze, bilety w drugiej strefie są droższe od miejskich, po drugie - gminy je dotują. Np. Piaseczno za cztery kursy nocnej linii N83 (odjazdy co godzinę z Dworca Centralnego od 23.45) zapłaci 8,3 tys. zł miesięcznie.

W październiku ZTM dołoży dodatkowe kursy linii 727 ze stacji metra Wilanowska przez Piaseczno do Antoninowa w dni powszednie, a także linii 728 z Okęcia do Złotokłosu (po godz. 20). Żeby poprawić dojazd do szkół w Otwocku, zagęści rozkład linii 702 na terenie tego miasta. - Zastanawiamy się nad wprowadzeniem naszych biletów w autobusach prywatnych przewoźników - mówi rzecznik ZTM Igor Krajnow i podaje przykład Chotomowa. Dziś ta miejscowość ma linię, która łączy ją z centrum Warszawy okrężną drogą przez Legionowo. Według planu ZTM docierałaby szybciej, przez Jabłonnę, ale tylko do węzła przesiadkowego na obrzeżach centrum (np. Żerania FSO albo stacji metra Marymont). Przewoźnik byłby dotowany przez ZTM i władze Jabłonny, dostałby też żółte warszawskie kasowniki. Gdyby się to udało, mielibyśmy kolejny krok do komunikacji aglomeracyjnej.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,5749317,.html




Temat: Komunikacja podmiejska


Od 1 października nocna linia połączy Warszawę z Piasecznem, wkrótce dwie nowe "siedemsetki" wyruszą do Radzymina. Nie czekając na ustawę o metropoliach, kolejne miejscowości ściągają do siebie autobusy jeżdżące w barwach warszawskiego Zarządu Transportu Miejskiego. - Dla nas to prestiż i niższe wydatki mieszkańców na dojazdy - podkreślają samorządowcy spod stolicy
Zobacz powiekszenie
Fot. Robert Kowalewski / AG
Jutro spełni się życzenie wielu mieszkańców Piaseczna: 35-tysięczne miasto zyska wreszcie nocne połączenie z Warszawą. W połowie października dwie podmiejskie "siedemsetki" dotrą ze stolicy do kilku miejscowości w gminie Radzymin, która w ten sposób jako 25. włączy się do aglomeracyjnego systemu komunikacji ze wspólną taryfą biletową. Następne może być Błonie, którego władze pertraktują właśnie z ZTM.

Burmistrz Piaseczna Józef Zalewski przyznaje, że komunikacyjna integracja ze stolicą wyprzedza szykowaną przez rząd ustawę o metropoliach. Jej współtwórca prof. Michał Kulesza zakładał wiosną, że nowe prawo powinno uporządkować podstawowe problemy dużych aglomeracji, a wśród nich właśnie transport. Prace nad ustawą jednak utknęły, a kolejne samorządy z okolic Warszawy nie chcą już dłużej czekać. W zeszłym roku komunikacja podmiejska ZTM objęła większość miejscowości w Nadarzynie (zmusiło to do wycofania się PKS-y), a niedawno - w Wiązownie.

- Nasi mieszkańcy też od dawna prosili o "siedemsetki". Chodzi o niższe koszty dojazdu do Warszawy. Tam uczy się albo pracuje wielu z nich - mówi wiceburmistrz Radzymina Andrzej Siarna. Dziś kupują osobne bilety - na linię prywatną lub PKS do stolicy i kolejne - na jazdę w obrębie Warszawy. Dzięki autobusom ZTM oszczędzą, bo bilet będzie jeden. Wkrótce do Nadmy pod Radzyminem ruszy z Targówka linia 740, a z Żerania FSO przez Nieporęt do Nowych Załubic - linia 734. Na tym nie koniec, bo wiosną "siedemsetka" ma połączyć Warszawę z samym Radzyminem. Władze miasta chcą wytyczyć zimą miejsce na pętlę przy nowym osiedlu J.W. Construction z półtora tysiącem lokatorów. - Dla nas to prestiżowa sprawa. Kiedy miasto ma u siebie "siedemsetkę", zyskuje na atrakcyjności - uważa burmistrz Siarna.

Ma nadzieję, że zapowiadana ustawa o metropoliach ureguluje kwestie, które dziś są ustalane w dwustronnych negocjacjach między Warszawą a jej sąsiadami. Chodzi przede wszystkim o wysokość opłat za kursowanie autobusów. Teoretycznie ZTM mógłby zrezygnować ze wszystkich linii podmiejskich, bo jego jest obowiązkiem zapewnienie komunikacji tylko w obrębie stolicy. Jednak Warszawa też korzysta na utrzymywaniu "siedemsetek". Dzięki nim tysiące osób nie wjeżdżają do miasta samochodami, w dodatku ZTM na podmiejskich autobusach zwyczajnie zarabia. Po pierwsze, bilety w drugiej strefie są droższe od miejskich, po drugie - gminy je dotują. Np. Piaseczno za cztery kursy nocnej linii N83 (odjazdy co godzinę z Dworca Centralnego od 23.45) zapłaci 8,3 tys. zł miesięcznie.

W październiku ZTM dołoży dodatkowe kursy linii 727 ze stacji metra Wilanowska przez Piaseczno do Antoninowa w dni powszednie, a także linii 728 z Okęcia do Złotokłosu (po godz. 20). Żeby poprawić dojazd do szkół w Otwocku, zagęści rozkład linii 702 na terenie tego miasta. - Zastanawiamy się nad wprowadzeniem naszych biletów w autobusach prywatnych przewoźników - mówi rzecznik ZTM Igor Krajnow i podaje przykład Chotomowa. Dziś ta miejscowość ma linię, która łączy ją z centrum Warszawy okrężną drogą przez Legionowo. Według planu ZTM docierałaby szybciej, przez Jabłonnę, ale tylko do węzła przesiadkowego na obrzeżach centrum (np. Żerania FSO albo stacji metra Marymont). Przewoźnik byłby dotowany przez ZTM i władze Jabłonny, dostałby też żółte warszawskie kasowniki. Gdyby się to udało, mielibyśmy kolejny krok do komunikacji aglomeracyjnej.




Temat: Znowu ZTM

Komunikacja nie czeka na ustawę o metropoliach

Od 1 października nocna linia połączy Warszawę z Piasecznem, wkrótce dwie nowe "siedemsetki" wyruszą do Radzymina. Nie czekając na ustawę o metropoliach, kolejne miejscowości ściągają do siebie autobusy jeżdżące w barwach warszawskiego Zarządu Transportu Miejskiego. - Dla nas to prestiż i niższe wydatki mieszkańców na dojazdy - podkreślają samorządowcy spod stolicy

Z tego miejsca obnok dworca Wileńskiego odjeżdżają dziś zarówno autobusy ZTM jak i przewoźników prywatnych. Jutro spełni się życzenie wielu mieszkańców Piaseczna: 35-tysięczne miasto zyska wreszcie nocne połączenie z Warszawą. W połowie października dwie podmiejskie "siedemsetki" dotrą ze stolicy do kilku miejscowości w gminie Radzymin, która w ten sposób jako 25. włączy się do aglomeracyjnego systemu komunikacji ze wspólną taryfą biletową. Następne może być Błonie, którego władze pertraktują właśnie z ZTM.
Burmistrz Piaseczna Józef Zalewski przyznaje, że komunikacyjna integracja ze stolicą wyprzedza szykowaną przez rząd ustawę o metropoliach. Jej współtwórca prof. Michał Kulesza zakładał wiosną, że nowe prawo powinno uporządkować podstawowe problemy dużych aglomeracji, a wśród nich właśnie transport. Prace nad ustawą jednak utknęły, a kolejne samorządy z okolic Warszawy nie chcą już dłużej czekać. W zeszłym roku komunikacja podmiejska ZTM objęła większość miejscowości w Nadarzynie (zmusiło to do wycofania się PKS-y), a niedawno - w Wiązownie.

- Nasi mieszkańcy też od dawna prosili o "siedemsetki". Chodzi o niższe koszty dojazdu do Warszawy. Tam uczy się albo pracuje wielu z nich - mówi wiceburmistrz Radzymina Andrzej Siarna. Dziś kupują osobne bilety - na linię prywatną lub PKS do stolicy i kolejne - na jazdę w obrębie Warszawy. Dzięki autobusom ZTM oszczędzą, bo bilet będzie jeden. Wkrótce do Nadmy pod Radzyminem ruszy z Targówka linia 740, a z Żerania FSO przez Nieporęt do Nowych Załubic - linia 734. Na tym nie koniec, bo wiosną "siedemsetka" ma połączyć Warszawę z samym Radzyminem. Władze miasta chcą wytyczyć zimą miejsce na pętlę przy nowym osiedlu J.W. Construction z półtora tysiącem lokatorów. - Dla nas to prestiżowa sprawa. Kiedy miasto ma u siebie "siedemsetkę", zyskuje na atrakcyjności - uważa burmistrz Siarna.

Ma nadzieję, że zapowiadana ustawa o metropoliach ureguluje kwestie, które dziś są ustalane w dwustronnych negocjacjach między Warszawą a jej sąsiadami. Chodzi przede wszystkim o wysokość opłat za kursowanie autobusów. Teoretycznie ZTM mógłby zrezygnować ze wszystkich linii podmiejskich, bo jego jest obowiązkiem zapewnienie komunikacji tylko w obrębie stolicy. Jednak Warszawa też korzysta na utrzymywaniu "siedemsetek". Dzięki nim tysiące osób nie wjeżdżają do miasta samochodami, w dodatku ZTM na podmiejskich autobusach zwyczajnie zarabia. Po pierwsze, bilety w drugiej strefie są droższe od miejskich, po drugie - gminy je dotują. Np. Piaseczno za cztery kursy nocnej linii N83 (odjazdy co godzinę z Dworca Centralnego od 23.45) zapłaci 8,3 tys. zł miesięcznie. [mój komentarz: czy to tak dużo dla tak bogatego miasta?].

W październiku ZTM dołoży dodatkowe kursy linii 727 ze stacji metra Wilanowska przez Piaseczno do Antoninowa w dni powszednie, a także linii 728 z Okęcia do Złotokłosu (po godz. 20). Żeby poprawić dojazd do szkół w Otwocku, zagęści rozkład linii 702 na terenie tego miasta. - Zastanawiamy się nad wprowadzeniem naszych biletów w autobusach prywatnych przewoźników - mówi rzecznik ZTM Igor Krajnow i podaje przykład Chotomowa. Dziś ta miejscowość ma linię, która łączy ją z centrum Warszawy okrężną drogą przez Legionowo. Według planu ZTM docierałaby szybciej, przez Jabłonnę, ale tylko do węzła przesiadkowego na obrzeżach centrum (np. Żerania FSO albo stacji metra Marymont). Przewoźnik byłby dotowany przez ZTM i władze Jabłonny, dostałby też żółte warszawskie kasowniki. Gdyby się to udało, mielibyśmy kolejny krok do komunikacji aglomeracyjnej.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna


Błonie, Piaseczno, Radzymin, Chotomów, itd... Linie dzienne i nocne. Widzą w tym zarówno dobro mieszkańców jak też wzrost atrakcyjności miasta. A nasze władze nadal uważają, że nie warto wspierać komunikacji miejskiej... ( I nadal nie ma żadnej alternatywy dla ciągle podnoszącego ceny Transludu i PPKSu (mimo, ze ceny paliwa akurat spadają), nie ma też możliwości powrotu ze stolicy po 23. Czy będziemy ostatnim miastem w aglomeracji warszawskiej, ktore zrozumie, że jest to potrzebne? Niestety na to wygląda:(



Temat: FMS DO PREMIERA DONALDA TUSKA LIST OTWARTY
Federacja Młodych Socjaldemokratów

Pan

Donald Tusk

Prezes Rady Ministrów RP

List otwarty

Wzywamy Pana do natychmiastowego zaprzestania działań, które naruszają zapisy Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej. Uważamy, że Państwo oraz jego organy nie powinny w żaden sposób ingerować w tak delikatną sferę życia każdego obywatela, jaką są jego przekonania religijne.

Państwo musi stać na straży zachowania pełnej neutralności światopoglądowej. Narzucanie komukolwiek, jakiejkolwiek religii przez organy Państwa jest niedopuszczalne. W związku z
powyższym domagamy się od Pana podjęcia natychmiastowych działań by:

- doprowadzić do wyprowadzenia nauczania wszystkich religii ze szkół publicznych,

- zaprzestania jakichkolwiek prac, których efektem będzie prezentacja religijności ucznia na świadectwie dojrzałości.

Uważamy, że fakt czy ktoś jest wyznawcą jakiejś religii bądź nie wierzy wcale jest sprawą na tyle prywatną, że Państwo w żaden sposób nie powinno ingerować w tę sferę. Obecność lub nie oceny religii na świadectwie dojrzałości jest również informacją całkowicie zbędną z punktu widzenia rozwoju dalszej kariery obywatela.

W żadnym wypadku w szkołach publicznych nie wolno egzaminować ze znajomości doktryn jednej religii. Nie należy robić tego przede wszystkim w trakcie egzaminu dojrzałości, który w swym założeniu sprawdzić ma ogólną wiedzę o otaczającym nas świecie. Nie można doprowadzić również do sytuacji kiedy maturzysta zdając dwa różne przedmioty, uczyć się będzie dwóch skrajnie odmiennych teorii np.: torii Darwina i religijnej koncepcji powstania świata. Szkoła jako organ publiczny uczyć ma tego co namacalne, sprawdzone. Sferę duchową pozostawmy własnemu sumieniu obywateli.

Matura jako egzamin państwowy nie może sprawdzać w żaden sposób znajomości założeń wybranej
religii. Taki stan rzeczy byłby złamaniem podstawowej konstytucyjnej zasady zachowania neutralności światopoglądowej Państwa.

W związku z powyższym wzywamy Pana do zaprzestania marketingowych działań zmierzających do zdobycia części elektoratu. Uważamy, że łamanie prawa jest zbyt wysoką ceną za chęć poprawy wyników sondażów opinii publicznej.

Mamy nadzieję, że działania Pani Katarzyny Hall - Minister Edukacji Narodowej, które są realizacją priorytetów poprzedniego, niechlubnego rządu, nie są potwierdzeniem coraz bardziej widocznej tezy, że Platforma Obywatelska mówiąc że jest alternatywą dla PiS oszukała wyborców.

Najwyraźniej jest to ta sama formacja, która z przyczyn zbyt wygórowanych ambicji swych liderów się podzieliła. Niestety ta rozdwojona jaźń pochodzi z tego samego ciała. Nie ma pomysłu na
Polskę i jest wstanie jedynie dokonać kosmetyczne zmiany pod tzw publikę.

Zarząd Krajowy

Federacji Młodych Socjaldemokratów

Warszawa,7 grudnia 2007




Temat: NIEUTULONYM W ŻALU
Nowolewicowe zachwyty nagrobne nad myślą prof. Adama Shaffa uwypuklają różnice między ortodoksyjnym marksizmem a jego nowolewicową odmianą i ukazują rzeczywiste tło i istotę historycznego sporu między spadkobiercami klasycznej myśli Marksa a jej rewizjonistami, spadkobiercami, m.in. Schaffa. Ta kontrowersja ma swoje historyczne podłoże i trwa do dziś, a jej treścią jest istota koncepcji Marksa. Nowolewicowa rewizja marksizmu jest wynikiem historycznego procesu, konsekwentnie trwającego po dziś dzień, a sposób zwalczania marksistowskiej „ortodoksji” jako głównego wroga, czyli etykietowanie mianem „stalinizmu”, również pozostał niezmienny.

Schaff przyznaje, że w okresie 1948-1953 marksizm przybrał karykaturalną postać religijnego dogmatu będącego swoim zaprzeczeniem. Problem w tym, że to nie on był ofiarą tego zjawiska, ale jego nosicielem (wraz z Kołakowskim, Łaskim czy Baczką), a prawdziwymi ofiarami byli młodzi naukowcy, którym ów dogmat zamykał usta i łamał kariery już na starcie. A jednak „reklama dźwignią handlu” – Schaff ubolewa nad sobą i stawia siebie na równi ze zgnojonymi przez siebie wówczas młodymi naiwnymi. Wyjątkowa perfidia tego procederu polega na tym, że po wojnie „marksizm” był propagowany w jego stalinowskiej wykładni, zaś ludzie pokroju Schaffa mieli tego pełną świadomość i sami unikali „zbrukania” uciekając w dziedziny pozapolityczne, jak np. filozofię jednostki (Schaff w odniesieniu do siebie mówi wręcz o „eskapizmie”). Nie podejmując jednak kwestii politycznych, tacy ludzie skutecznie chronili w owym najgorszym okresie swoje kariery naukowe (inną postawę potrafił wszakże prezentować, choćby Ludwik Hass). Na tym nie koniec – tych młodych adeptów, którzy krytykę panującego stalinizmu opierali na rozumieniu marksizmu jako nauki o wyzwoleniu klasy robotniczej, a nie na robieniu z niej lepszej lub gorszej odmiany egzystencjalizmu czy chrześcijańskiego personalizmu, utożsamiano wówczas, podobnie jak dziś, ze stalinowcami.
Schaff chwalił się, że chronił „starych” filozofów ze szkoły lwowsko-warszawskiej. Ale na pewno jego sympatia nie rozciągała się na tych, którzy zadzierali z władzami akademickimi z pozycji rewolucyjnego marksizmu. Ten wątek utożsamiania ortodoksyjnego czy rewolucyjnego marksizmu ze stalinizmem był i pozostaje po dziś dzień straszakiem jego nowolewicowej rewizji.
Nowolewicowcy, w tym „nowolewicowi komuniści”, chwalą Schaffa. Jednak w odniesieniu do niego samego, słowo „komunista” jest nowotworem językowym i nie oznacza bynajmniej tego, co w ślad za tym pojęciem się nasuwa. „Komunista”, to według Schaffa, „radykalny socjalista”, który uznaje przecież konieczność zniesienia kapitalizmu.
Przede wszystkim, Schaff odróżnia swój typ „komunizmu” od „komunofaszyzmu”, czyli bolszewickiego wypaczenia myśli Marksa. „Grzech pierworodny” komunizmu interpretuje, m.in. jako targnięcie się na „świętą własność prywatną”, tę materialną podstawę wolności jednostki! Następnie, na fali powszechnej zgody i banału, „grzechem” tym obejmuje cierpienia mas ... w wyniku „sprzecznej” z nauką Marksa rewizji bolszewickiej, która zaowocowała rewolucją w kraju zacofanym. Wiedząc o tym, że rewolucja w Rosji nie była celem samym w sobie, bynajmniej nie poddaje krytycznej analizie postawy socjaldemokracji. Powołując się na Różę Luksemburg nie uważa jednocześnie za stosowne wspomnieć o jej wrogim stosunku do niemieckich socjaldemokratów. Wreszcie, ogranicza się do stereotypowego dla sowietologów stwierdzenia, że gdyby Trocki zwyciężył w rywalizacji ze Stalinem, jego rządy byłyby nie mniej krwawe.
Dla Schaffa marksizm oczywiście nie jest „dogmatem”. Trudno tu jednak mówić o metodologii marksistowskiej, skoro dzisiejsze „problemy świata” chce on rozwiązywać za pomocą dostępnego każdemu rozumowania logicznego, które wszakże pozwoliło postawić prawidłowe diagnozy różnym badaczom niemarksistowskim, takim choćby, jak Jeremy Rifkin, który, bądź co bądź, zauważył zjawisko końca pracy, choć nie jest przecież lewicowcem. W tej perspektywie problemy kapitalizmu stają się nie tyle specyficznymi problemami tego systemu, co ponadczasowymi problemami cywilizacji jako takiej.
Dla marksisty Schaffa jest to kolejny dowód na to, że marksizm w swej klasycznej postaci się przeżył, jako że nie ma już klasy będącej nosicielką podstawowych tez Marksa – klasy robotniczej („Jeśli obumiera proletariat, to obumiera sprawa wartości dodatkowej jako podstawy walki klasowej, obumiera spór o dyktaturę proletariatu”; patrz: A. Schaff, „Książka dla mojej żony”, Warszawa 2001).
W rezultacie, cywilizację pracy zastępuje cywilizacją „zajęć”, którą sfinansować mają kapitaliści rozumiejący konieczność nowej dystrybucji zysku uwolnionego od pejoratywnego piętna wartości dodatkowej. Odwracając Marksa, Schaff stawia tezę, iż to burżuazja grzebie swoich niedoszłych grabarzy i wolna od miana wyzyskiwacza może stać się nareszcie racjonalna w swoich działaniach. Racjonalności tej sprzyja zapewne fakt, iż podlega ona jednocześnie aparatowi przymusu, którego nie należy utożsamiać z aparatem przemocy, gdyż w państwie (które skądinąd bynajmniej nie obumiera) funkcja przymusu wiąże się czysto technicznie z funkcją zarządzania rzeczami nie powodując konfliktu klasowego.
Problem w tym, że jeśli nie ma klasy robotniczej, to skąd bierze się zysk, który według Marksa był tylko fenomenalnym wyrazem istotnego społecznego stosunku wyzysku, jakim jest wartość dodatkowa? Z rozumowania Schaffa nie wynika jednoznacznie, czy kapitaliści nadal produkują zysk nie potrzebując do tego klasy robotniczej ani wartości dodatkowej – czyli nie są już kapitalistami, czy też – jak chcą tego nowolewicowcy – wyzyskując wszystkich, jak leci, pracowników najemnych, również ze sfery nieprodukcyjnej. „Cywilizacja zajęć” miałaby utrzymywać się albo z bardzo wąskiej i aklasowej sfery produkcji materialnej, albo polegać na wyzysku intelektualnym.
W tej ostatniej optyce, kraje Trzeciego Świata są oczywistymi wyzyskiwaczami twórczego intelektu Pierwszego Świata, czyli są na garnuszku kapitalistów-niekapitalistów. W ogóle cały świat znalazł się na garnuszku kapitalistów (wielkich korporacji), którzy dadzą (nie bez udziału alterglobalistów) środki finansowe na rozwój cywilizacji uwolnionej od konieczności pracy materialnej.
Ocenę, czy jest to twórczy wkład do marksizmu, czy jego rewizja wykraczająca poza ramy tej koncepcji pozostawiamy refleksji nieutulonych w żalu po śmierci swego guru przedstawicieli nowej lewicy skupionych ostatnio, przede wszystkim, wokół Polskiej Partii Pracy, której trzon stanowi związek zawodowy grupujący głównie górników czy – ogólnie – pracowników przemysłu ciężkiego.

16 listopada 2006 r.
Antonio das Mortes i Omega Doom